blog

Głos był pierwszy niż własna myśl.

12 października 2026

Głos był pierwszy niż własna myśl.

Pamiętam, gdzie go usłyszałem. Wtedy wydawał mi się obcy, głuchy. Odbijał się od elastycznych ścian żywego pulsującego inkubatora, rozchodząc się jak fala w lepkim płynie owodniowym, do którego ktoś wrzucił kamień. Fale uderzały prosto we mnie z każdej z możliwych stron. Czułem je całym sobą. Odbierałem. Mój pierwszy kontakt i doznanie istnienia. Sygnał wysłany i odebrany. To był głos mojej matki. Pulsujący, zsynchronizowany rytmiczny sygnał. Całym sobą wiedziałem, że jednak bezpieczny. Z czasem rozróżniałem inne fale, które przedzierały się do mojego zamkniętego wszechświata. Czy je tylko słyszałem, czy już myślałem? Nie da się tego stwierdzić z całą pewnością, ale na pewno rozróżniałem te dźwięki i głosy. Kiedy jednak zacząłem słyszeć swój własny wewnętrzny głos? Myśli bezsłownie wypowiadane? Kiedy zacząłem mówić do siebie? Rozmawiać sam z sobą. Rozumieć? Tego sobie nie przypominam.

Czy pierwsza myśl była tylko moja? Zachłannie o niej do tej pory myślę. Czy to jednak tylko z magnetofonu nagranie tego co wcześniej mi wgrano lub usłyszałem, zebrałem i sam zapisałem na taśmie magnetycznej pamięci w mojej głowie? Czy za każdym razem gdy wydaje mi się, że myślę to tak naprawdę wciskam play i odtwarzam losowo dźwięki z zaasłyszanych nagrań, zebranych wspomnień i doświadczeń? Zlepek, miks, taki mój osobisty frankenstein cudzych przemyśleń i słów wypowiadanych. Zszytych grubymi nićmi opinii, poklejonymi urywkami zdań, i osądów, fragmentów książek, liter, starych gazet, spiskowych teorii, ulotek czytanych na kiblu, instrukcji, podręczników, akapitów, rozmów przypadkowych w tramwaju i tych wieczornych długich, mamroczących po pijaku bez większego sensu. Moje i nie moje pomieszane myśli, monstrum ogromne, sklejone, zszyte i zalane klejem. I dlaczego do siebie gadam? Co gorsza ja sobie odpowiadam? Czy mogę powiedzieć sobie coś, czego jeszcze nie wiem?

Hej jesteś tam ? Do ciebie mówię. W zasadzie to do siebie. Tak? Ja do siebie? Ja do mnie? Rozmawiam sam z sobą? Czyli jest nas dwóch? Ja i ja? Ja i kto? Nigdy nie jestem sam. Znów patrzę na siebie w lustrze ujebanym pastą do zębów. Te białe randomowe kropki wystrzelone przy pośpiesznym szorowaniu, które ułożyły się w konstelację pośpiechu i niedbałości mnie uspokajają. Kogo widzę? Siebie czy ciebie? Do kogo się zwracam?

Hej Ty?! Tak do Ciebie teraz mówię. Ty co czytasz teraz ten tekst! Tak! Zapytaj siebie teraz w myślach dlaczego to czytasz? I odpowiedz sobie z kim rozmawiasz. Dam ci chwilę.

I jak? Ha!

Abstrakcja, co? Wiem.

Z kim rozmawiam? Przecież do siebie mówię. Może zwariowałem? Wiem, że też tak masz. Zbliżam twarz bliżej do kosmicznego lustra i uważnie jak pod mikroskopem znów mu się przyglądam. Czy przyglądam się mu czy sobie? Jakie są opcje? Kiedy przekraczam tę niewidzialną nić nieprawdziwej granicy? Kiedy ja staje się nim a kiedy on staje się mną? Nie widzę reakcji przemiany, charakterystycznego punktu wrzenia i zmiany stanu skupienia. Dlaczego on nie zwraca się do mnie po imieniu? Piotrze przestań! Nie możesz tak robić, myśleć! Ja? Nie będziesz mi mówił co mam robić! Dlaczego? Wspaniale, tak trzymaj! Nie przejmuj się! Co do cholery! Przestań! Kim kurwa jesteś?! Jestem sumieniem i tobą jednocześnie. Jak to możliwe? Głoszę wyroki, oceniam, zezwalam i kontroluję. Poddaję wszystko wątpliwości, chwalę, pcham gdy chwiejesz się nad krawędzią przepaści. Potwierdzam, zabraniam lub rękę podaję. Debatuję i spieram się z Tobą czyli mną, szarpię za fraki i potrząsam lub głaszcze po głowie czule, ręką tak starą jak babci co dawno odeszła. Nie można być własnym sędzią! - wrzeszczę . Nie można być sędzią we własnej sprawie! Kurwa! To niesprawiedliwe! Uspokój się. Jakbym nie sterował tą łodzią zawsze ustawia się z wiatrem. Nie da się wygrać, ani zmienić kursu, nie da się też tej łajby zatopić. Zamilcz głupcze wreszcie! Cisza!

Nie wiem, czy da się ten głos wytłumić, zignorować. Zamknąć drzwi i nie słyszeć lub wyjść po prostu i uciec daleko, trzaskając wściekle drzwiami. On jest we mnie a ja w nim. Niemożliwa jest ucieczka. Atomowe rozszczepienie tej materii jest nieosiągalne. Dziwne to uczucie jednak, jak się zastanowić. Myśleć. Tworzyć. Wypowiadać. Kreować. Czy na pewno? Kopiować? Dlatego tak lubię czytać. Wtedy mam pewność, że są to myśli tego trzeciego. Zatapiam się w myśli cudzej i innej zabierając, kradnąc, wycinając co lepsze narządy i części, ochłapy ohydne lub skarby błyszczące, by dalej szyć mojego frankensteina. Dziś dam mu inne oczka. Ulepszać, uatrakcyjniać, rozwijać mojego potwora. Z rozwagą wybieram części , które mu dokleję. Niestety nie miałem wpływu na to, co wybierałem i co nagrywałem na magnetofon pamięci jak byłem mały. Matka nadawała, ciągle wciskała nagrywanie, codziennie niestrudzenie, sekwencyjnie, systematycznie z uporem nadopiekuńczej rodzicielki. I tak w kółko. dla mojego dobra. Aż taśma się zatarła. Wytarła programem.

Strasznie mi idzie pisanie tego tekstu. Na początku wydawało się, że to super pomysł, myśl oryginalna, dopóki nie zacząłem rozmawiać z tym drugim. Wątpił i podważał od samego początku. Zjeb, nic nie rozumie! Puszczał mi ciągle te samą taśmę: a po co to piszesz? Kto to będzie czytał? Dlaczego nie idzie to w druga stronę? W zachętę i potwierdzenie stabilne. Puszczę tę taśmę od tyłu, może efekt będzie odwrotny. To te taśmy od matki nagrane? Nie da się rozmagnesować tych zapisanych kaset. Kurwa ile trzeba nagrywać, by je całkiem zagrać? Inne myśli, inne instrukcje, inne programy. Wiara w siebie - wgram ten program. Wyregulowałem już głowicę, zagrałem je wszystkie, a nadal prześwitują i przebijają jak tłuste plamy. Wychodzą na wierzch. Stare nagrania, wygrawerowane nie do zatarcia, megabajty mojego zwątpienia.

Jestem tylko ja. Opóźnienie sprawia, że jest nas dwóch. Przestrzenne opóznienie w czasie i trójwymiarowej przestrzeni. Wypowiadam, wymyślam myśl i ją odbieram po czasie, jakby wypowiedział ją ktoś inny, ja ale ten drugi. Ja słyszy z opóźnieniem. Sygnał z kosmosu zgubiony. Świadomość się spóźnia. Ciekawa to teoria. Defekt. Sprawia on, że jeszcze bardziej wierzę, że jesteśmy zapisami, nagraniami. I to sumienie. Efekt uboczny opóźnionej rozmowy z samym sobą. Mogę to udowodnić matematycznie. Równanie mojego ja, zapis rzeczywistości. Matematyka nie kłamie. Udowodnione.

JA = JA2 - opóźnienie(s)

JA + JA2 = SUMIENIE

Czyli wszystkiemu jest winny czas. że to tyle trwa. To w lustrze po odbiciu widzę swoją starszą wersję niż byłem przed chwilą. Widzę obrazy tylko z przeszłości, to nawet nie jest teraz. To jakby już tego świata nie było.Widzę tylko stary archiwalny zapis ludzi już martwych spacerujących przede mną. Duchy wyblakłe.

Dlaczego go słucham? Dlaczego słucham opóźnionego siebie? Wypowiedziane już nie jest aktualne. Dlaczego słucham sumienia? I tak umrę głupi. Więc po co to wszystko? Po co się męczyć? To wszystko to teatr, złudzenie i chwila, co zniknie i spłonie. Kurtyna opadnie.

Tej nocy nie mogłem spać. Mój czarny kot którego nie chciałem, a znów mam obudził mnie o 4:23. Wstałem, uchyliłem podwójne ciężkie drzwi i uderzyło mnie świeże zimne ostrze górskiego powietrza. Poczułem ten chłód ostrza głęboko w płucach jak kuglarz co miecz swój połyka. Delikatnie pomogłem Drakuli podjąć słuszną decyzję z jaką mierzyła się już w progu wyczuwając chłód, popychając ją delikatnie nogą za próg, zadecydowałem za nią. Nie zapalam światła i idę na pamięć jak ślepiec bez laski do łazienki. Chwytam za sznurek, zapalam światło, a moja stara żarówka jakby ucieszona. Twarz zaspana w lustrze patrzy na mnie. Gapię się i kiwam głową. Już mnie nie oszukasz - mówię do tego drugiego - to tylko ja przed lustrem, a w lustrze opóźnienie, mój obraz z przeszłości, którego już nie ma. I tyle. To chciałem zapamiętać. Teraz już to wiem. Wciskam play i zapis jednocześnie. Nadpisuje teorię i myśli stare, zużyte., tymi nowymi, aktualnymi z posmakiem wiary i prawdy. Przynajmniej tak mi się teraz wydaje, sumienie nie protestuje, zapisuję więc.

Nie siedź po nocach! Przebija z oddali zapisany glos matki. I idę. Posłusznie wykonuje się program exe i taszczę się na górę do legowiska ciepłego jeszcze. Spać. Podróżować na jawie! Śnić! Czym, kurwa, są sny? Kolejne fascynujące pytanie. Umrę głupi - to pewnik. Szukanie odpowiedzi jednak jest jak paliwo wysokooktanowe gotowe by spłonąć w sekundę lub dwie. Eksplozja! Samozapłon i ekscytacja. Fala uderzeniowa! Myślenie! Tajemnica życia, która jeszcze nie została odkryta w tym pornograficznym, transparentnym, konsumpcyjnym i zmęczonym, pełnym zombie-świecie, gdzie wszystko wystawione jest na sprzedaż i to z naszej własnej nieprzymuszonej woli, sprawia, że poczucie bezsensu życia, jego nieuniknionej skończoności sprawia, że cieszę się tym skrawkiem czasu co mi pozostał. Czuję , że żyję. Gdy wszystko będę wiedział, i nie pozostanie mi nic do odkrycia, gdzie żadna tajemnica nie będzie okryta tłustym czarnym mrokiem, wtedy, wtedy nie będzie warto żyć. Tajemnica jest sensem. Drogą nieodkrytą do przebycia, przygodą, nieznaną emocją, uciechą, rozkoszą, chlebem z masłem, flirtem i seksem delikatnym w ciemności. Szukaniem zaskoczenia.

Szukanie jest sensem. Musi trwać. Inaczej: amen i gleba.

Dobranoc.

Zostaw maila. Odezwę się, kiedy będzie o czymś.