Oddam ci ją
9 lipca 2026
Jestem złodziejem. Skradam się po miękkim dywanie i udaję, że mnie nie ma. Od tyłu, powoli. Byle skutecznie. By zyskać.
Właśnie teraz kradnę ci czas. Atomową sekundę twojego życia — tę jedną, której już nie odzyskasz. Te pojedyńcze ziarnko co opada w klepsydrze twojego policzonego życia. Nie ma zwrotów, reklamacji i długich pachnących tuszem paragonów. Nie podniesiesz go już z ziemi i nie schowasz do kieszeni na później. Przepadło.
Oczywiście nie jestem sam. Jest nas cała masa. Stoimy w krętej kolejce po ciebie, rozpychając się chamsko łokciami i wrzeszcząc przez tubę. Wybierz mnie! Byle głośniej. Im większa metalowa tuba tym lepiej. Ekran, który trzymasz. Głos, który cię kusi to ja, złodziej. Powiadomienie udające, że jest ważne. Uwaga! Uwaga! Klikaj! Bo stracisz, bo będziesz do tyłu.
Każdy złodziej, który kłamie obiecuje: „tylko jedno ziarenko". Każdy z nas bierze po trochu. Nikt nie bierze wszystkiego naraz — dlatego? Bo masz nie zauważyć. Ma znikać po troszku. Ziarnko po ziarnku. Niepostrzeżenie.
Kradniemy drobne. Sekunda tu, minuta tam. Dzień, którego już nie pamiętasz. Rok, o którym powiesz: „zleciał". Nie zleciał. Kurwa! Powiedzmy to otwarcie. Zajebałem ci go.! Rozdałeś, przepierdoliłeś. Dałeś się podjeść, omamić, oszukać, okraść. Oddałeś. To w zasadzie najgorsze. Oddać bezmyślnie. Leniwie. Z nudów.
I wreszcie na końcu zostaniesz z niczym. Sam z pustą szklaną klepsydrą w kieszeni. Patrzysz ospale w pomarszczone, lekko zaparowane i ujebane od pasty lustro i zrozumiesz. Wtedy, dopiero wtedy do ciebie dotrze. Poznasz kurs tej waluty, którą płaciłeś przez całe życie. Nie patrzyłeś na cenę. Szastałeś. Na lewo, na prawo, na wprost i za siebie. Bez opamiętania. Kurwa. Dla innych. Bogaty. A co tam!
Będzie za późno, żeby cokolwiek zmienić. Za późno zawsze przychodzi punktualnie. Zawsze na czas. Zawsze zaskakuje. Zawsze widać je w lustrze lub w zakrzywionym obrazie wizjera, gdy głośno wali w twoje drzwi. Kurwa! Kto tam?! NIe ma się gdzie schować.
Czas to wszystko, co masz. Niby wiesz, a jednak. Ciągle to samo. Reszta jest wypożyczona. Ciało sflaczeje, zdechnie. Rzeczy zostawisz, porzucisz, rozsypią się z czasem lub za 200 lat ktoś wykopie twój stary zajebisty, drogi zegarek i jebnie go gdzieś w kąt. Tak to ten, którego tak pragnąłeś! . Patrzysz w to lustro, przecierasz dłonią parę co osiadła spokojnie i nagle wiesz, widzisz wyraźnie, że zostało ci tylko parę oddechów, których nikt już nie liczy, bo i tak są policzone, skończone. Wdech, wydech. Minus 2. O dwa mniej. Resztki. Ochłapy śmierdzące.
Trwonisz go. Rozdajesz. Źle lokujesz. Oddajesz go ludziom, którzy nie oddadzą. Lokujesz w lęki, które się nie spełnią, bo je sobie wyobrażasz. Ich nie ma, a ty się ciągle boisz i dorzucasz nowe powody, by się bać. Odwlekasz i czekasz. I czekasz na moment, w którym „w końcu" zaczniesz żyć.
Jesteś leniwy. Usprawiedliwienia na wszystko w każdej ilości. Garściami.
Jest tylko teraz (niby frazes - powtórzę, wiem).
Teraz czyli ta sekunda, którą właśnie ci kradnę. Gdy to czytasz. I wiesz co? Oddam ci ją. Ostatni raz jestem uczciwy. Wyłącz to. To małe, świecące, gówniane okienko, które udaje, że jest cennym całym światem. Zamknij je. Wyjdź na zewnątrz. Tam znajdziesz prawdę.
Znajdź drzewo i na nie popatrz. Da ci ono więcej niż ja mogę ci dać.
turn off. Dbaj o ziarenka.
Zostaw maila. Odezwę się, kiedy będzie o czymś.