← Wróć do bloga
blog

Odwaga bycia zwyczajnym.

8 czerwca 2026

Wyścig zawsze jest samotny. By wygrać, trzeba być pierwszym. Pokonać rywali. Nakurwiać.

Być najlepszym. Uwielbianym, popularnym, bogatymm, wyjątkowym. Ciężko potem wtaszyć się na to podium z tymi wszystkimi medalami NAJ. I uważać trzeba, by cię nie strącili. Zawsze czujny, zawsze gotów.

Gdyby to jeszcze zwykła gra była. Bo gra to rozgrywka zespołowa. Trzeba współpracować. Razem, ramię w ramię. Ale wyścig? Drugie miejsce, ale jednak nie pierwsze. Do dupy. Nie cieszy. Trzecie? Porażka. Wszyscy nie wiedząc czemu zaczynamy w końcu biec. Dokąd? Tego nas nauczyli. Wbili nam to w te nasze jeszcze wtedy puste łby. W przedszkolu, w domu. Szkole. Przemycone w niedzielnej pomidorowej. Zachowuj się Piotruś!

Bycie zwyczajnym w dzisiejszych czasach to oznaka niekompetencji. Zwyczajny czyli do niczego. Nic nie osiągnąłeś. Jesteś zatem życiowym przegrywem. Tak uważamy. Znacząca większość z nas. Ba! Świat tak uważa. Musisz. Być. Pierwszy. Inaczej cię nie ma. Znaczy się jesteś ale ... jakby cie nie było. Niewyraźny w masie szarej stoisz, bez znaczenia. Niewidzialny wegetujesz. Ameba - nie wiem dlaczego to słowo ciśnie mi sie do mózgu.

Jak dałem się w to wciągnąć? Chwila nieuwagi. Nie-odwagi. Nosz kurwa mać!

Teraz na tratwie jestem. Wiosłuję najdalej jak się da od brzegu. Nie przybijam — a odbijam. Takie trochę oszustwo. Ale widok muszę przyznać piękny. Palma i dorodny tłusty kokos majaczy w oddali. Kusi. Słonce lekko przebija i razi. Ale ja tam wolę moją dziurawą tratwę. To znaczy dopiero teraz to wiem. Nigdzie się nie spieszę, wiosłuję.

Siedzę sobie tak na niej ale większość czasu bez kompasu. Bo gdzieś go zapodziałem. Chyba nawet go nie miałem. Bo skąd? Kupić się go nie da. Bo to celo-senso-kompas - ciężko dostępny. Kurwa, nic nie rozumiem.

Życie z zasady jest...yyyy nie posiada sensu. I właśnie ten sens musisz znaleźć. Sam. Jest to konieczne. To sprawa życia lub śmierci. Bo jak wiemy życie bez sensu jest bez sensu, a jak sensu nie znajdziesz to i śmierć moze okazać się bezsensowna. Dobra nie ważne - ważne że rozumiesz. Rozumiesz?

Dalej wiosłuję — im dalej od brzegu tym jakby spokojniej. Fala unosi i buja, wiatr jakby zelżał.Obraz już tracę, kontakt i więzi zerwane. Nie wracam. Postanowione. Już tam byłem. Nic tam dla mnie nie ma. Nie dla mnie te wszystkie promocje. Oszuści! Każdy z uśmiechem i zębem błyszczącym, z gotową odpowiedzią co kłamstwem jest z zasady. Innej wyspy szukam. Zwyczajnej. Prawdziwej. Bez tych wszystkich sztucznych zębów.

Kawałki starych desek niezatapialnych skręconych grubym lecz przetartym trochę sznurem, wyszczerbiony ster co niejedną burzę przeżył i wiosło solidne, drewniane pokryte niebieskim lakierem poliuretanowym. Tyle mam. Trzymaj to wiosło mocno! By ci ktoś z ręki nie wyrwał. Będą probowali. Nie pytani o radę sprzedadzą ci ich tysiąc. Przyjdzie taki i broszurą zamacha i kit ci wciśnie. Przyciągnie do brzegu. Kokosem cię skusi. Omami. Pochwałę w cenie dorzuci i nagle zależny znów będziesz. Bez steru i wiosła. Zabierze. Ukradnie. Zwyczajnie zapierdoli. Wolności pozbawi zabawki da w zamian. Tak, tego właśnie potrzebujesz- przekonuje. Słonce odbite na szklanym zębie.

Najważniejsze jest jednak by odwagi nie zabrał. Odwaga jest najważniejsza. Odwaga jest najważniejsza. Powtażaj. Powtażaj. Uważaj. Nie oddaj. Chociaż raz utracona odzyskana być może, ale to trudne. Niemożliwe wręcz mówią. Niewykonalne. Gdy raz ją oddasz, nie będziesz miał odwagi by ją odzyskać. Paradoks.

Gdy już wreszcie znajdę mój kompas zwyczajny to se właśnie to słowo na nim wyryję. Głęboko, by czas go nie zeżarł i żebym pamiętał. Zwyczajny mosiężny kompas z napisem: odwaga — pamiętaj - nie oddaj! Po żadnym pozorem! Byś w tym wyścigu zwyczajny pozostał. Odpuścił. Bo to odwaga i wolnośc - w przeciwnym wiosłować kierunku. Wiosłuj wytrwale a wyspę zobaczysz.

Kompas nie złoty, nie smart. Mosiężny i mój. Z igłą wesołą.

Cadam fortasse, sed resurgam.

Zostaw maila. Odezwę się, kiedy będzie o czymś.